DOSTRZEGANA SFERA

Ostatnie lata obfitują w odkrycia polegające na uświadamianiu sobie ekonomicznego znacze­nia rozmaitych dziedzin życia, których poprzed­nio nie traktowano jako przedmiotu zaintereso­wań nauk ekonomicznych. Na tej fali powstała np. wielka gałąź wiedzy zwana ekonomiką kształcenia, powstaje nawet ekonomika kultury. Wydaje się, że czas najwyższy, aby kreować ekonomikę mieszkania, nie w ciasnym rozumie­niu gospodarki mieszkaniowej, lecz najszerzej pojętego gospodarstwa domowego. Badania po­dejmowane przez taką dyscyplinę mogłyby wie­le wnieść do ukształtowania racjonalnego wzor­ca mieszkania przyszłości.Nie dostrzegana sfera gospodarki narodowej, owa ekonomiczna ziemia niczyja między sfera­mi produkcji i spożycia, w której tkwi gospo­darstwo domowe, kryje w sobie wiele jeszcze nie zbadanych, a jakże istotnych problemów. Jednym z nich jest wybór rodzaju i kierunku postępu technicznego.Żyjemy w epoce zafascynowania produkcją. Choć nie ma wątpliwości, że końcowym celem gospodarowania jest spożycie, zwykło się skła­dać należny trybut tej oczywistej prawdzie w postaci krótkiej deklaracji, aby następnie zająć się problematyką produkcji, jej uwielokrotnie- niem, przyśpieszeniem, zwiększeniem jej efek­tywności i poprawą jakości.

NASZA GOSPODARKA

Przyczyny te prowa­dzą w wielu krajach do lawinowego wprost na­rastania wszelkiego rodzaju działalności ama­torskiej, przede wszystkim majsterkowania do­mowego. Rozmiary tej domowej wytwórczości zaczęły w krajach kapitalistycznych zagrażać interesom towarowej produkcji dóbr konsump­cyjnych i usług. Jednak dzisiaj przemysł, np. we Francji, Wielkiej Brytanii, RFN i Stanach Zjednoczonych, zdołał już przystosować się do tej nowej sytuacji, a nawet stworzyć sobie no­wy rynek zbytu dla nowych produktów. Od kilku lat rozwija się bowiem na ogromną skalę wytwórczość narzędzi i materiałów dla potrzeb tzw. hobbystów. Prowadzi się bezustanne kam­panie reklamowe, o czym świadczy poszerzający się udział ogłoszeń tych wyrobów w prasie co­dziennej i periodycznej. W Paryżu odbywają się specjalne targi majsterkowania domowego. Wszystko to jest ciekawym przykładem sprzę­żenia zwrotnego dodatniego między sferami gospodarki nowoczesnej a modernizującą się sfe­rą gospodarki niewymiennej. Skutkiem jest ożywienie w każdej z nich. Nasza gospodarka uspołeczniona nie zwróciła dotychczas należy­tej uwagi na istnienie tego rynku zbytu i na jego potrzeby.

ZASÓB SIŁY ROBOCZEJ

Lecz weźmy argument przeciwny: brak zdolności wytwór­czej, w tym niedobór siły roboczej, nękając\ nasze przedsiębiorstwa budowlane od dwudzie­stu lat, jest jedną z przyczyn niemożności szyb­szego przezwyciężenia trudnej sytuacji mieszka­niowej ludności miast i wsi. W tych warunkach nieocenionym uzupełnieniem jest budownictwo indywidualne, realizowane w lwiej części włas­nymi rękami zainteresowanych obywateli. W dobrych latach dostarcza ono do 30% ogółu nowych mieszkań, a około 40% globalnej ich powierzchni, pomimo że stosuje najbardziej ar­chaiczne metody pracy. Czy godzenie się z ta­kim stanem rzeczy nie jest marnotrawstwem ogromnego zasobu siły roboczej, zmuszonej do ułamkowego wykorzystania swojej potencjalnej wydajności? Nie mówiąc już o tym, że wskutek nierozumnej polityki fiskalnej budownictwo to bywało spychane na pozycje dyskryminowanej działalności półlegalnej. Zasób siły roboczej stojący do dyspozycji pro­dukcji nietowarowej z wielu przyczyn wzrasta i będzie nadal wykazywał tendencje wzrostowe. Należy do tych przyczyn oszczędność czasu uzyskana dzięki mechanizacji prac domowych i możliwość nabywania półfabrykatów żywnoś­ciowych, zwiększający się wymiar czasu wolne­go w miarę skracania .czasu pracy zawodowej, wreszcie wzrost udziału ludzi starszych, nie pracujących już zarobkowo, lecz w pełni zdol­nych do pracy domowej.

STAWIANY ZARZUT

Stawiając taki zarzut, nie zmierzamy zresz­tą do proponowania jakiegoś nowego schematu rachunkowości narodowej, bo zdajemy sobie sprawę z beznadziejności, a może i zbędności próby kwantyfikacji wartości produktu, który nie jest przedmiotem podziału. Jesteśmy goto­wi pogodzić się, że jego wartość pieniężna po­zostanie ukryta w szczelinie ‚Oddzielającej sferę produkcji od sfery spożycia. Nie możemy nato­miast pogodzić się z faktem, że w okresie, kiedy nadrzędnym hasłem ekonomiczno-społecznym jest intensywne i najbardziej efektywne gospo­darowanie siłą roboczą, ten olbrzymi fundusz corocznie wydatkowanej pracy żywej pozostaje poza polem widzenia ekonomistów, techników, działaczy gospodarczych i polityków. Na pozór zaprzeczymy teraz sami sobie, jeże­li z drugiej strony podamy w wątpliwość twier­dzenie, iż wszelka praca nie zawodowa i nie stanowiąca przędmiotu wymiany, powinna być poddana kryterium efektywności ekonomicznej. Czy np. rencistka robiąca na drutach sweterki dla rodziny powinna dążyć do stałego podno­szenia swojej wydajności przez racjonalizację i wprowadzanie małej mechanizacji? Czy nie przekreśliłoby to właśnie sensu społecznego i znaczenia osobistego jej pracy?

MÓWIĄC O DOBRACH I USŁUGACH

Nikt natomiast nie potrafi oszacować war­tości produkcji tego przedsiębiorstwa, wyrażo­nej sumą wytworzonych dóbr i usług. Wynika to stąd, że gospodarstwo domowe jest jedyną prawie, lecz za to gigantyczną pozostałością gospodarki naturalnej, bo jego produkt nie jest przedmiotem podziału. Dlatego nie wchodzi on do bilansu wytwarzanego dochodu narodowego, stanowiąc niewidoczną i statystycznie nie ujawnioną sferę gospodarki.Mówiąc o dobrach i usługach wytwarzanych w gospodarstwie domowym, mamy na myśli nie tylko wartość dodaną w procesach gospo­darstwa domowego w znaczeniu wąskim, jak np. w gotowaniu, praniu itd., lecz również wy­twórczość materialną na własne potrzeby, np. przy budowie domu mieszkalnego i zabudowań gospodarczych, szyciu odzieży, majsterkowaniu, uprawie ogródka przydomowego itd. Cytowa­liśmy już używany często slogan, charaktery­zujący przemiany rodziny w kierunku nowo­czesności: że rodzina z jednostki’ produkcyjnej przekształciła się w jednostkę konsumpcyjną. Zdanie to służy ekonomistom za usprawiedli­wienie w przypadku, gdy gospodarstwo domo­we zaliczają do sfery spożycia i nie zastana­wiają się nad jego rolą produkcyjną. Jako ana­chronizm nie pasuje to do ich schematu.

ODPOWIEDŹ NA PYTANIE

Spróbujemy dać odpowiedź na te py­tania w rozważaniach o elementach zmiennych naszej wizji mieszkania przyszłości. Stwierdzenie, że mieszkania są siedzibą naj­większego i najważniejszego przedsiębiorstwa gospodarki narodowej, nie jest nowe ani szcze­gólnie odkrywcze. Wystarczy oszacować wiel­kość środków i czynników produkcji tego przed­siębiorstwa, aby przekonać się, że nie może do­równać mu wielkością żaden dział gospodarki narodowej. Środki trwałe użytkowane w gos­podarce mieszkaniowej wynosiły w 1970 r. 27% całości środków trwałych w gospodarce naro­dowej, wobec 25% udziału przemysłu i 15% rolnictwa. Środki obrotowe wyniosły 62% do­chodu narodowego. Wielkość załogi uznamy za ekwiwalent co najmniej 6 do 7 min pełnoza- trudnionych pracowników, jeżeli przyjmiemy, że ponad 8 min gospodyń domowych pracuje w gospodarstwie domowym przeciętnie po 4 go­dziny na dobę i dodamy do tego pracę ich męs­kich i nieletnich pomocników.